piątek, 5 lutego 2016

Jak przetrwać 1 semestr na weterynarii?

Czeeeść wszystkim!!! 
Własnie przeżyłam pierwszy semestr, wszystko już za mną, ani jednego drugiego terminu przez cały semestr, sesja zaliczona ( nawet biofizyka w pierwszy terminie co naprawdę bardzo mnie cieszy!!!) Hurra!! W dzisiejszej notce opowiem Wam jak wyglądały dane przedmioty, jakie książki warto kupić i co zrobić aby nie zwariować!! :) No to zaczynamy:

Pierwsza moja rada, uniwersalna co do wszystkich przedmiotów jest taka : NIE ODKŁADAJCIE niczego na potem, naprawdę to Was nigdzie nie zaprowadzi. Potem obudzicie się w tygodniu gdzie wszystko się Wam nawarstwi i nie będziecie wiedzieli w co włożyć ręce. Ja pracowałam systematycznie i nie znaczy to że kułam po nocach ( tak naprawdę to chyba tylko raz siedziałam w książkach do późna) i nigdy nie miałam problemu, zawsze na wszystko zdążyłam się nauczyć. Macie wolne, święta? Super, chociaż trochę odpoczynku ale to nie znaczy że macie całkowicie spocząć na laurach. Zróbcie sobie mały plan działania, chociaż poczytajcie, a potem naprawdę będziecie znacznie dalej niż inni i nic nie trzeba będzie nadrabiać, no i oczywiście będziecie jednymi z nielicznych którzy nie będą rwać sobie włosów z głowy na myśl o goniących ich terminach. Druga to taka aby mieć hierarchię wartości. Wiadomo że ze wszystkiego chciałoby się mieć ładne ocenki, ale chyba nie muszę nikogo uświadamiać że anatomia i histologia są najważniejsze i nie ma takiego przedmiotu dla którego warto odpuścić sobie naukę do tych dwóch. No chyba że naprawdę macie nóż na gardle.

Co do kupna to radzę się wstrzymać, wiem że jak tylko się dostaniecie to zaraz będziecie mieli nieodpartą chęć kupienia wszystkiego. Wiem, przechodziłam przez to. Ale czasami warto poczekać. Na pewno powstanie grupa na facebooku, gdzie ludzie ze starczych lat będą wrzucali swoje oferty. Na początku ceny będą wygórowane, dlatego porównujcie i wybierajcie te które bardziej się Wam opłacają. Niektórzy będa na Was chcieli tylko zarobić i wcisną Wam dosłownie wszystko, mówiąc że NA PEWNO się Wam to przyda. Znając życie do niektórych rzeczy nawet ani razi nie zajrzycie. Bądźcie rozważni, pytajcie się uczciwych starszych kolegów. Nie raz ludzie obchnęli np uszkodzone kości, pierwszaki się nie znają nie wiedzą że np czaszce konia brakuje całek kości potylicznej, I tak zdarza. Albo że kupiliście używaną książkę drożej niż nową w księgarni. ROZWAGI !!!

1. Anatomia
ĆWICZENIA( PROSEKTORIUM) :
Od czego tu zacząć? Dużo, ale to naprawdę DUŻO zależy od prowadzącego jakiego macie. Ciężko powiedzieć/ przewidzieć jak będą wyglądały akurat Wasze ćwiczenia. Co prowadzący to inne przyzwyczajenia. U niektórych lepiej, u niektórych gorzej. Ale zazwyczaj zawsze trzeba trochę posiedzieć samemu nad materiałem. Nie dostanie się wszystkiego wyłożonego na tacy. Na zajęcia zawsze przynosimy fartuch, najlepiej z długim rękawem. Na początek tylko to Wam będzie potrzebne. Kurtki jak i torby zostawiamy w szatni, nie wolno wchodzić na salę z torbą!
- Moim zdaniem na każde zajęcia powinno przyjść się przygotowanym. Tzn że jak wiecie że na 1 zajęciach omawiamy kręgi to warto wcześniej już coś o nich przeczytać. Bo uwierzcie jak przyjdziecie bez żadnego przygotowania to przytłoczy Was nadmiar materiału. Wiem to po innych. Łacina i to wszystko. Potem się z tym oswoicie. Ale pierwszy kontakt jest naprawdę ciężki. Poza tym gdy przyjdziecie przygotowani to już od pierwszych dni możecie coś wyciągać z zajęć. Co innego uczyć się teorii a co innego widzieć to w praktyce. Ja miałam właśnie tę przewagę że uczyłam się, oglądałam i potem było mi łatwiej. Oczywiście jeśli traficie na takiego a nie innego prowadzącego to możecie sobie już od pierwszych dni zapunktować swoją wiedzą i przygotowaniem.
Jeśli chodzi o materiał to najpierw są :
 1)KOŚCI tutaj najlepszym przygotowaniem będzie OSTEOLOGIA LUTNICKIEGO wielu prowadzących ją poleca, ja również. Jest tam wystarczająco dużo materiału (bez zbędnych informacji) czasami doczytywałam KRYSIAKIEM TOM1 , ale dużo osób twierdzi że jest tam za dużo zbędnego materiału. Ocenę pozostawiam Wam. Bazowałam również na zdjęciach z Atlasu anatomii LIEBICHA(nie liczcie że wypożyczycie ją w bibliotece, nie ma szans) .Co do samej książki to mam mieszane uczucia, dużo błędów dodatkowo droga. Jak nie szkoda Wam pieniędzy to kupujcie (profesor jej wymaga) ja miałam w PDF i jeśli trzeba było to drukowałam tylko to co ważne. Co do kości to ja nie miałam ŻADNEJ i szczerze uważam że jest to wyrzucanie pieniędzy. Tak to jest że każdy świeżak nie zna się na tym co kupuje i łatwo jest takiego oszukać czy naciągnąć. Niektóre ceny za kości są jak z kosmosu. Ja na początku żałowałam że nic nie kupiłam, ale potem stwierdziłam że była to jednak dobra decyzja. Po pierwsze to zajęcia jak najbardziej mi wystarczyły, a wręcz uważam że było ich za dużo na kościach. ( poszłam nawet na przedtermin :P ) a po drugie zawsze znalazł się jakiś znajomy co coś podrzucił, albo umawialiśmy się w grupach gdzie ktoś miał kości i razem się uczyliśmy. To było pierwsze kolokwium i uczyło się do niego najgorzej, ale każde kolejne szło już coraz lepiej.
Kolokwium:wyglądało tak że wchodziliśmy po 2 osoby. Doktor wybierał kości i musieliśmy je opisywać, głównie po łacinie (niektórzy prowadzący nawet nie wymagają polskiego nazewnictwa) dodatkowo musieliśmy rozpoznać gatunek, różnice i czy kość była prawa czy lewa.
2)CZASZKA-tak samo jak w przypadku kości najlepiej OSTEOLOGIA i w sumie tylko to. W Krysiaku czaszka była zrobiona beznadziejnie i choć mam sentyment do tej książki to w tym przypadku nie polecam!! Tutaj już warto zainwestować w czaszkę. Najlepiej konia i tylko połówkę bo lepiej widać kości ( cena za połówkę z żuchwą nie powinna wynosić więcej niż 150zł, ja polecam bez zuchwy na niej i tak nie ma nic istotnego cena ok 100zł) Mi naprawdę pomogło to że mogłam wziąć czaszkę i oglądać ją w domu ze wszystkich stron. Najlepiej czytać Lutnickiego i oglądać to bezpośrednio na czaszce. Ja sama zaznaczałam punkty na czaszce i robiłam sobie legendę w zeszycie. To naprawdę pomaga!!
Kolokwium:wyglądało podobnie jak przy kościach. Wchodziliśmy parami. Zazwyczaj prowadzący pyta tylko z czaszki konia. Każe pokazywać elementy na danej kości. Mój prowadzący wymagał dodatkowo czaszki psa, świni i bydła trzeba było opisywać pokazane przez niego elementy i znać różnice gatunkowe.
3)POŁĄCZENIA były zmorą większości studentów, ponieważ był to spory materiał, dodatkowo ciężko było sobie to wszystko wyobrazić gdy nie widziało się tego na oczy.Nie  przerabialiśmy ich na ćwiczeniach, tylko na wykładzie z profesorem dlatego kolokwium mieliśmy wszyscy wspólnie na sali wykładowej. Ja uczyłam się tylko z wykładów profesora, czytałam też trochę Krysiaka i Liebicha. Zdałam na 4,5 :) Ale dużo osób nie zaliczyło 1 terminu  ok, połowa roku.
4)MIĘŚNIE tutaj zaczyna się najlepsze. Praca na preparatach mokrych. Na początku jest szok gdy widzi się martwego psa, ale uwierzcie że jest to raczej strach przed samym strachem. Potem to ustępuje i pojawia się zwyczajna ciekawość. To świetna sprawa widzieć to wszystko, odkrywać. Dopiero wtedy człowiek naprawdę czuje że jest na weterynarii. Będziecie potrzebować skalpel : trzonek nr4 i ostrze nr. 23 lub 24. Do tego pęseta no i rękawiczki.
Najpierw są mięśnie tułowia potem kończyna piersiowa. Polecam kupić ATLAS PSA I KOTA tam macie wszystko rozrysowane i trochę Wam się rozjaśni bo na początku będziecie widzieć jedną wielką papkę mięśni nic poza tym. Do teorii polecam AKAJEWSKIEGO I KRYSIAKA. Macie tam wymienione funkcje mięśni, unaczynienie itd. Akajewskiego miałam w PDF i drukowałam do każdego kolokwium porcję tego co akurat  było mi potrzebne. Często prowadzący podrzucają jakieś materiały z których macie się uczyć. Warto oglądać filmiki z prosektorium, które krążą po studentach.
Kolokwium: Praktyka czyli pokazywanie mięśni. Wchodzimy parami. Doktor pokazuje Ty mówisz nazwę i tyle. Często są też szpilki czyli szpilka na mięśniu, tętnicy badź żyle i trzeba zapisać na kartce co to jest. Teoria to pytania o funkcje, unerwienie, różnice itd. Moim zdaniem najprzyjemniejsze kolokwia w tym semestrze. 

WYKŁADY:
Warto chodzić, materiał jest później wymagany na egzaminie. Poza tym profesor często opowiada ciekawe rzeczy o rożnych chorobach, pokazuje zdjęcia i filmiki. Gdy jest mało osób to robi listę.

2. HISTOLOGIA:
Ćwiczenia:
Trzeba przynosić fartuch. No i najważniejsze NIGDY się nie spóźniajcie! Gdy przyjdziecie jak grupa pisze już kartkówkę to doktor Was nie wpuści. Potem będziecie musieli latać i odrabiać, a nawet z tym jest często ciężko. Przed salą wisi rozpiska z tematami. Na każdy temat musicie przyjść już przygotowani na tzw wejściówkę . Na histologii jest system oceniania w postaci punktów,za dobrze napisaną  wejściówkę można uzyskać 1pkt, 10 pkt w ciągu całego semestru plus 2 kolokwia ( 6pkt za teorię i 2pkt za dobrze rozpoznane szkiełko-preparat pod mikroskopem) łącznie max do zdobycia 26pkt, aby zdać trzeba mieć 16pkt. Gdy ktoś ma 14-15,5 musi napisać rozbója z całego semestru aby uzyskać brakującą liczbę pkt i zdać i zostać dopuszczonym do 2 semestru. Histologia jest średnio ciekawa. W zasadzie wszystkie ćwiczenia polegają na oglądaniu szkiełek pod mikroskopem, nic ciekawego się nie dzieje. Szczerze wyobrażałam sobie to trochę inaczej. Ale warto skupić się na oglądaniu preparatów i szukaniu tego na co uwagę zwróci doktor, gdyż często wymaga tego potem na kolokwium, np znalezienie wstawki w tk mięsniowej serca itd.
Książki: W zasadzie mi wystarczyła tylko Histologia J, Kuryszko. I niezależnie jakie opinie chodziłyby o tej książki na jej podstawie są potem układane kolokwia. Moim zdaniem nie ma sensu kupowanie Sawickiego. Niepotrzebnie sobie tylko namącicie. Ja uczyłam się tylko z tej jednej i z wejściówek miałam 10/10 :D Można też kupić skrypt z histologii to taka książeczka gdzie są zamieszczone zdjęcia wszystkich preparatów, które oglądacie na zajęciach, przydatne potem przy nauce pod kątem szkiełek

3.BIOFIZYKA
To przedmiot który najbardziej spędzał mi sen z powiek. Nasłuchałam się wiele wersji, że ciężko zdać, trudno, połowa roku nie zdaje, dużo popraw ble ble. I mówiłam to już niejednokrotnie, ale znowu się powtórzę życie na tej uczelni nauczyło mnie tego aby wiele rzeczy brać z przymrożeniem oka, każdy jest inny a więc i inne będą nasze poglądy, opinie spostrzeżenia. Nawet to co ja teraz tu pisze, pewnie dużo osób by się z tym nie zgodziło. A jednak taka jest moja opinia i tyle. Z fizyki i matematyki zawsze byłam nogą. Od samego początku nastawiałam się na to że nie zdam tego przedmiotu, nie dam rady. Ćwiczenia to była jakaś porażka. Mogłam się uczyć nie wiem ile, a z kartkówki i tak dostawałam góra 3...  Na ćwiczeniach robimy doświadczenia które wczesniej zostały nam przypisane. Na każde zajęcia trzeba przyjść przygotowanym bo nigdy nie wiadomo kto będzie pisał kartkowkę. Nie ma na to reguły. Wykonujemy doświadczenie, a następnie na jego podstawie sporządzamy sprawozdanie. Na szczęście zazwyczaj prowadzący pozwala uzupełniać je w domu, więc jak ktoś ma już gotowce z wcześniejszych lat wystarczy je tylko przepisać.  Nie można za nie dostać oceny wyższej niż 4, no chyba że ktoś dobrze ogarnia całki i potrafi obliczyć te wszystkie błędy pomiarowe etc. Aby zostać dopuszczonym do egzaminu trzeba zaliczyć ćwiczenia, ogólnie prowadzący nie robią problemów, ale potrafią naprawdę wymęczyć. Dla mnie totalna strata czasu i przedmiot nic nie wnoszący. Ale mus to mus. Wykłady są obowiązkowe, prowadząca jest całkiem sympatyczna mimo że jestem z niestacjonarnych i słyszałam że uważa nas za gorszych. Na szczęście mi nie dało się to we znaki. Profesor sprawdza obecność i bierze to pod uwagę, jeśli kogoś nie ma kilka razy na wykładzie to nawet skreśla daną osobę. Warto uważać i dobrze notować szczególnie wszystkie wykonywane doświadczenia, bo może być potem pytanie o nie na egzaminie.
Egzamin to pytania tylko z wykładów. W sumie teraz jak tak na to patrzę to naprawdę nie były jakieś ciężkie, ale standardowo nie zdało ok 70-60%. Pytań jest 7, czas ok.20 min. Można zdobyć maksymalnie 14pkt od 8pkt zaliczenie. Najgorszy jest czas, a raczej jego brak. Mnie zjadały nerwy bo byłam przekonana że nie zdam, ale udało się!! Na następny dzień były wyniki i miałam z egzaminu 4! Jeśli nauka to tylko wykłady (btw polecam się na przyszłość mam bardzo ładne notatki :P ) plus rozwiązywanie zadan z poprzednich lat, pytania są podobne. Ja korzystałam też z PRZESTALSKIEGO- Elementy fizyki, agrofizyki ( ja wypożyczyłam w bibliotece, szkoda kupować) ale to głownie do nauki na kartkówki z ćwiczeń. Na ćwiczeniach obowiązkowy jest Skrypt-Laboratorium biofizyki, wydawnictwa naszego uniwersytetu. 

4.BIOLOGIA KOMÓRKI
Ćwiczenia prowadzi ze wszystkimi tylko Dr.K. Naprawdę zabawny człowiek. Nie radzę się spóźniać bo tego doktor naprawdę nie lubi. Wystarczy nawet 1min spóźnienia i już nie wchodzisz, a potem musisz wszystko odrabiać na konsultacjach na które nie przychodzić jednokrotnie, ale kilka razy dopóki doktor nie stwierdzi że umiesz wystarczająco! Naprawdę uczulam NIE SPÓŹNIAĆ SIĘ! Przed ćwiczeniami doktor wstawia na EDUWETĘ ( to taka platforma edukacyjna gdzie wstawiane są rożne materiały do nauki i nie tylko, więcej dowiecie się o tym jak zaczniecie studiować) materiał o czym będą ćwiczenia czytacie, czytacie potem po ćwiczeniach możecie wykonać test abc ( NIE NA OCENĘ, SPOKOJNIE) który wykonujecie aby się sprawdzić, radzę spisywać sobie pytania bo potem na kolokwium kilka może się powtórzyć. Przed sesją jest końcowe kolokwium zaliczeniowe ćwiczenia. Materiał tylko to co doktor wrzucił na eduwetę, ale i tak pojawiają się pytania z kosmosu, nie wiem skąd wzięte. Warto się do niego przyłożyć. Jak się zaliczy na 4,5 - 5 można iść na przedtermin egzaminy do samego Profesora. Mi ( i 10 innym osobom ) się udało, naprawdę polecam. Chociaż nauki jest teoretycznie więcej, bo wszystkie wykłady, a nawet ponad to. Wszystko zależy od humoru profesora, ale zazwyczaj wszyscy zdają. Mi udało się nawet mieć 4. Dlatego polecam, bo zawsze fajne doświadczenie. I lepiej mieć to już z głowy niż iść na 1 termin i się stresować. Egzamin zazwyczaj zdają wszyscy, ale na przeważnie na 3-3,5. 

5.CHEMIA:
Materiał to powtórka z liceum. Nic nowego. Dla mnie wręcz śmiesznie banalna. Cieszę się że poprzedni rok spędziłam na naukę pod kątem matury z chemii bo wiele rzeczy się powtórzyło, dzięki czemu nie miałam żadnych problemów. Z jednej strony nie stanowiła zupełnie problemu i nie trzeba było się do niej uczyć, z drugiej strony szkoda że tak mała motywacja  do nauki i kiepskie przygotowanie przed biochemią. Na chemii podobnie jak na histologii zbieramy pkt. Wszystkie ćwiczenia to 10pkt na ćwiczeniach robimy różne zadania przygotowane przez prowadzącego. Przeważnie trzeba wykryć co mamy w probówce, jakie stężenie, ilość jonów albo mg %, miareczkujemy itd .  Zajęcia są fajne, przynajmniej dla mnie były bo w liceum nie robiliśmy nic z tych rzeczy w praktyce. Wszystko jest rozrysowane na tablicy, robimy według wzoru. Piszemy też 4 kartkówki obliczeniowe z każdej po 1pkt, łącznie 4. Potem kolokwia, jest ich 3 z każdego można uzyskać max 6pkt. I choć materiał jest banalny radzę przygotować się solidnie do 1 koło by potem mieć z głowy i być spokojnym o zaliczenie ( mimo że to banalny materiał zdarzały się osoby które pisały rozboja z całego semestru!!!). Aby zdać trzeba mieć 18pkt. Kolokwia są z wykładów, które również są udostępniane na eduwecie. Nic poza tym. Moje przygotowanie ograniczało się do przeczytania dzień przed wszystkich prezentacji. Na 1 kole są same pytania abc, na  2 i 3 pojawiają się już wzory które trzeba rozrysować i reakcje, nie ma zadań obliczeniowych. W zasadzie to tyle, nie warto kupować żadnych książek, naprawdę. Choć doktor na wykładzie poda kilka pozycji. Ale uwierzcie na słowo, nic nie jest potrzebne.

6.BIOSTATYSTYKA 
Niby przedmiot zapychacz, mało istotny, a jednak sporo ludzi miało z nim problemy. Moim zdaniem wszystko się da przejść, ale ważne jest odpowiednie podejście. Magister jest świetnym człowiekiem, ale nie wszyscy umieją się z nim dogadać. Prawie na każdych zajęciach jest kartkówka, dużo matematyki, ale jeśli poświęci się temu chociaż trochę czasu to nie powinniście mieć większych problemów. Piszcie kartkówki, nie odkładajcie ich. Wszystko zawsze można poprawić. Zresztą magister też nie jest problemowym człowiekiem, można do niego przyjść i wszystko wyjaśni i pomoże. Na każdych zajęciach dwójka osób prezentuje dany temat (proponuję od razu zaklepać sobie jeden z pierwszych, bo każde kolejne tematy są gorsze, poza tym warto mieć to już na samym początku za sobą, niż później się oto martwić jak macie na głowie wiele innych ważniejszych spraw). Magister prowadzi stronę na której wrzuca zadania na kartkówkę, zazwyczaj podobne pojawiają się następnie na kartkówce na zajęciach. Więc warto je rozwiązywać w domu. Nie potrzeba żadnych ksiażek, do robienia prezentacji przyda się ŁOMNICKI, ale zawsze można go pożyczyć od magistra bez większych problemów, nie warto kupować

7.ŁACINA
Nie łudźcie się że ma ona cokolwiek wspólnego z łaciną na anatomii. Wcale nie rozjaśni Wam to jak odmieniać anatomiczne nazwy, przynajmniej w większości przypadków tak było własnie u nas. Na zajęciach zajmujemy się głownie deklinacjami. Ja załapałam o co w nich chodzi dopiero przed samym sprawdzianem z łaciny. W trakcie semestru będziecie mieli kartkówkę. W tym roku doktor zrobił nam kartkówkę online. W wyznaczony dzień mieliśmy się zalogować na platformę edukacyjną i rozwiązać test. To tylko tak fajnie brzmi, test wcale nie był taki łatwy. Ale o wiele lepiej rozwiązywało się go przed komputerem, niż siedzieć na lekcji i pisać głupoty. Raczej nie powinniście miec większych problemow  z zaliczeniem, doktor zaniża progi na sprawdzianie, tak że wszyscy zdali . Doktor P to naprawdę święty człowiek, idzie na rękę każdemu studentowi. Sami się przekonacie to złoty człowiek. Nie potrzeba żadnej książki

8.Nauki humanistyczne
Kolejny zapychacz z serii " nic nie wnoszę do Twojego życia, ale zajmę Ci trochę czasu". Na tego typu zajęcia rejestrujemy się za pośrednictwem systemu USOS ( tak, tak wszystko się zawiesi, ludzie rzucą się jak na promocję w Lidlu i nic nie zostanie, zresztą o tym sami się przekonacie jak zaczniecie tutaj studiować :D Obiecuję że nie mało nerwów będzie Was to kosztowało). Wybieramy spośród kilku do wyboru (niestety niestacjonarni mają tylko 2 do wyboru, stacjonarni trochę więcej). Jedno jest pewne co byście nie wybrali najprawdopodobniej okaże się to mega nudne. Na pierwszym semestrze uczęszczałam na "psychologię biznesu" było całkiem okey. Można bylo podyskutować trochę z prowadzacą, posłuchać. Więc mi akurat się udało. Inni mieli gorzej. Zazwyczaj trzeba mieć ileś % obecności, niektórzy wymagają nawet 100%. W zależności od prowadzącego u niektórych może na listę wpisać Cię koleżanka :P inni sprawdzają konkretnie ile osób jest w sali ile na liście. Moje zaliczenie wyglądało tak że mieliśmy dwa pytania otwarte układane pod kątem tego co wykladala nam prowadząca, niby coś banalnego, a jednak moja praca najwyraźniej nie spodobała się pani magister i to mimo tego że byłam na wszystkich wykładach.. No cóż pociesza mnie jedynie fakt że jeszcze jeden semestr i będę miała to z głowy  ( na drugim semestrze trzeba realizować inny wybrany przedmiot humanistyczny )

9. ERGONOMIA
Kolejny zapychacz, pewnie większość studentów poradzi Wam nawet nie chodzić na wykłady. Ja po części się zgodzę, ale ja byłam, chodziłam i Doktor na koniec podwyższył mi ocenę za obecność. Tym co zależy na średniej to polecam. Na wykładzie jest zawsze góra 20 osób, Doktor udaje że nie widzi jak wpisujecie nieobecnych kolegów na liście. Nie raz było mi go szkoda, jak mówił o tym z taką pasją, a wszyscy wokół spali albo uczyli się anatomii :P Zawsze końcowe kolokwium było takie samo co roku, aż do teraz kiedy zmienił się prowadzący. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, ale kolokwium było banalne, Doktor wyslal nam wszystkie prezentacje a połowa roku ściągala rzewnie z telefonu podczas koła. Takie życie. Nie ma co się dalej rozwodzić na temat tego przedmiotu. Byle zdać i cześć jak czapa